O autorze
Krzysztof Surgut – były CEO firmy Data Space, rozwijającej systemy bezpieczeństwa IT, m.in. usługę Anty DDoS. Ekspert bezpieczeństwa informacji (ISO 27001), systemów teleinformatycznych (xDSL, DWDM, PON, IPTV, rozsiewczych systemów radiowych, technologii mobilnych oraz sieci IP), współautor strategii technologicznej dla Telefonii Dialog na lata 2000 – 2005, współautor strategii technologicznej dla HAWE S.A. na lata 2007 - 2010 podczas debiutu na GPW oraz główny architekt systemów wykorzystywanych w ogólnopolskiej sieci światłowodowej HAWE (teletransmisja, IP, IPTV, zarządzanie i utrzymanie). Szef zespołów budujących ważne węzły teleinformatyczne oraz data center w Polsce, specjalista od uzgodnień międzyoperatorskich.

Papierowe państwo

pexels.com
W latach 2002-2010, w wielkich bólach, stworzono Centralnly System Ewidencji Pojazdów i Kierowców, w skrócie zwanym CEPiK. Obecna wersja systemu jest po modernizacji i nosi numer 2.0. Powstaje jedynie pytanie, po co obywatelom centralny system ewidencji, skoro procedury urzędnicze nie respektują danych z tego systemu?

Czwartek. Zwykły, szary dzień. W smartfonowym kalendarzu pojawia mi się przypomnienie, aby wymienić dowód rejestracyjny mojego samochodu. Powód wymiany? Brak miejsca na kolejną pieczątkę z przeglądu.

Wcześniejsza lektura procedury wymiany dowodu rejestracyjnego uświadomiła mnie, że potrzebne jest parę rzeczy: aktualne zaświadczenie o ważnym przeglądzie, karta pojazdu, dowód rejestracyjny, oryginalne tablice rejestracyjne. Do kompletu należy wnieść stosowną opłatę. Tyle teoria.

Przegląd zrobiony w zeszłym tygodniu, gdzie diagnosta sam nie wie po co drukować zaświadczenia, skoro stworzono centralny system ewidencji (CEPiK). Od diagnosty dowiedziałem się jak mocno zmodyfikowano kodeksy i regulaminy, aby móc nakładać drakońskie kary na nieuczciwych diagnostów.

Samochód mam zarejestrowany w miejscu mojego zameldowania, a nie tam gdzie zamieszkuję. Tym samym, muszę pokonać 40km do właściwego starostwa powiatowego, aby dopełnić formalności.

Na miejscu pełna „kulturka”.
Stoi automat do rejestracji petentów, który wydaje numerki każdemu, kto chce załatwić urzędową sprawę. Trochę trwało zanim doczytałem się, w którym miejscu mam kliknąć, aby otrzymać numerek do odpowiedniej kolejki.

I choć nie mam żadnych problemów z systemami informatycznymi, to stwierdzam że twórca interfejsu do automatu kolejkowego, powinien być laureatem nagrody na „najgorszy UI”.

W ciągu najbliższych 15min. życie potwierdza moją ocenę.
Przy automacie co chwila stoi jakaś starsza osoba i „modli się” o wsparcie, ponieważ nie bardzo wie co i gdzie ma wcisnąć.

Sytuację ratuje dwójka młodych dziewczyn, która dosłownie parę minut wcześniej „odrobiło zadanie” z obsługi tego automatu (generując przy okazji jeden numerek do niewłaściwej kolejki).

Dziewczyny dzielą się z nowoprzybyłymi swoim sukcesem w zakresie obsługi – pomagając co bardziej zagubionym. Co zrobią kolejni, gdy dziewczyny załatwią swoją sprawę? Nie wiadomo.

Nadchodzi moja kolej.
Na ekranie monitora pojawia się mój numer, skojarzony z odpowiednim stanowiskiem obsługi, a automat odtwarza nagrany komunikat „Numerek A18 proszę podejść do Stanowiska nr 2”.

Normalnie istny początek XXI-wieku.

Wchodzę przez wskazane drzwi i siadam na przygotowanym dla interesantów miejscu. Wyjmuję przywiezione „skarby”.

W trakcie weryfikowania okazało się, że w pośpiechu zapomniałem Zaświadczenia z przeglądu samochodu.

Pani wymownie patrzy na mnie i czeka, aż dostarczę jej brakujący dokument.

Informuję ją, że niestety nie mam przy sobie takiego dokumentu, bo został 40km stąd.
Jednocześnie przypominam urzędniczce, że można sprawdzić w centralnym rejestrze, że samochód posiada ważne i aktualne badania techniczne.

Dodatkowo deklaruję, że jestem w stanie przesłać skan tego zaświadczenia w ciągu 2-3 minut (moja żona w domu może podesłać skan takiego dokumentu).
A oryginał dostarczę przy odbiorze nowego dowodu rejestracyjnego. Nie uśmiecha mi się ponowna jazda 80km w obie strony.


Odpowiedź urzędniczki – bezcenna:

„Bez tego dokumentu, nie mogę przyjąć Pańskiego wniosku!”.

Tutaj zamarłem.
Od paru lat państwo pompuje setki milionów złotych w system CEPiK, a urzędniczka w starostwie powiatowym nie może na bazie informacji z tego systemu dopełnić procedury. WTF?

To po co każda Stacja Kontroli Pojazdów musi wystąpić o specjalny certyfikat, do tego zakupić usługę dostępu do Internetu, zapewnić komputer diagnostom, przeszkolić ich z obsługi oprogramowania SKP, do kompletu wystąpić o certyfikat VPN, nauczyć się obsługi oprogramowania do VPN i na koniec zdobyć certyfikat SSL dla karty kryptograficznej?

Po co ponad 4 tysiące Stacji Kontroli Pojazdów w Polsce ma przechodzić powyższą „ścieżkę zdrowia”?

Po co pobierana jest od każdego przeglądu dedykowana opłata 1PLN, na system ewidencji?

Skoro w urzędniczej rzeczywistości dane z tego systemu nie są wiarygodne.

Bez papierowego zaświadczenia, procedura nie może być uruchomiona!


Nawet nie ma co złościć się na urzędniczkę w Starostwie Powiatowym, bo zwykły CZATBOT ma większą elastyczność w komunikacji z klientem, niż urzędnik w tym kraju.

Droga powrotna do domu nasuw jednoznaczne wnioski.

Wciąż żyję w PAPIEROWYM PAŃSTWIE.
Trwa ładowanie komentarzy...